Dziś prezentujemy Wam naszą rozmowę z Dominikiem, który opowiedział nam o tym, jak wyglada praca dla podwykonawcy, ktory jest podwykonawcą. Tak tak, tutaj sytuacja tak wygląda: Platforma Pyszne.pl zleca dostawy Platformie Stava, a to dla niej pracuje Dominik. No tyle, że według korporacyjnego języka tutaj nikt dla nikogo nie pracuje. Tutaj wszyscy dla wszystkich są “podwykonawcami”, ewentualnie “partnerami”
Rozmowę odbyliśmy po tym, jak Dominik zgłosił się do nas z problemem dramatycznie niskiego wynagrodzenia, niższego niż wynagrodzenie minimalne.
Zachęcamy Was do kontaktu z nami przez specjalny, anonimowy formularz
ROZMAWIAMY O TYM CAŁY CZAS
Powiedz nam coś o sobie — jak znalazłeś się w pracy dla platform?
Cześć, jestem Dominik. Na co dzień studiuję, bardzo lubię jeździć samochodem — wtedy najlepiej odpoczywam. No i standardowo, jak większość ludzi w moim wieku, lubię posłuchać dobrej muzyki i od czasu do czasu pograć na komputerze.
Jak znalazłem się w pracy dla platform? Szukałem pracy przez prawie dwa i pół miesiąca. Kiedy zjechałem do domu na weekend, spotkałem się ze znajomą, która powiedziała mi, że ma kolegę, który może mi taką pracę załatwić.
Na jakich platformach pracujesz lub pracowałeś? Tylko dla Stavy, czy może jeszcze gdzieś indziej? Długo już pracujesz?
Pracuję dla platformy Pyszne.pl — jesteśmy podwykonawcą firmy Stava. Nigdy wcześniej nie pracowałem w takiej firmie ani w niczym podobnym. Zatrudniłem się pod koniec zeszłego roku.
A jak pracujesz — rower, skuter, może auto?
Mamy auta służbowe. Obecnie większość to Skody Fabie. Wszystkie powinniśmy tankować kartami paliwowymi. Niestety, te karty ostatnio w ogóle nie działają, więc musimy płacić z własnej kieszeni. Niby nam zwracają te pieniądze, ale… jest lipa. Może lepiej byłoby jeździć rowerem albo hulajnogą.
Od strony formalnej — masz jakąś umowę? Jaką i z kim?
Jeśli chodzi o rodzaj umowy, to wszyscy pracujemy na umowy zlecenia (chociaż wiem, że akceptują również umowy typu B2B). Jest ona zawarta na rok, z tego, co pamiętam. Ostatnio zmieniła się nazwa spółki i musieliśmy podpisywać kolejną umowę — z firmą Asperiks… albo Asterix, jakoś tak się to wymawia.
To Twoja jedyna praca, czy pracujesz jeszcze gdzieś?
Innej pracy niestety nie mam. To moje jedyne źródło utrzymania, jedyne źródło dochodów. Można więc powiedzieć, że jestem na nich skazany.
Lubisz tę pracę? Jest w niej coś ciekawego?
Czy lubię tę pracę? Tak, muszę przyznać, że bardzo. Lubię to, co robię — jeżdżę autem codziennie, i to jeszcze nie swoim, za nie swoje paliwo, a do tego mi za to płacą. To akurat przyjemna część tej pracy.
A co w niej ciekawego? Szczerze — najciekawsi są ludzie, których spotykamy na co dzień: klienci, różne dziwne sytuacje, no i koledzy oraz koleżanki z pracy. Często, gdy nie ma zamówień, spotykamy się, gadamy o głupotach, obgadujemy klientów, firmę — wszystko, co się nadarzy.
Rozmawiamy, bo opisałeś nam sytuację z Twoim wynagrodzeniem. Opowiedz, o co chodzi.
Tak, napisałem w związku z moim wynagrodzeniem. Mam umowę zlecenie, w której przewidziana jest stawka godzinowa 21,17 zł plus 2,51 zł za każde zrealizowane zamówienie. Średnio w ciągu 8–9 godzin pracy robię około 20–22 zamówień — i to nie tylko ja. To nie jest tak, że unikam pracy. Po prostu zamówień nie ma.
Kiedy się zatrudniałem, spokojnie robiłem trzydzieści, trzydzieści kilka zleceń dziennie. Ostatnio, jak poszedłem do pracy, miałem niecałe dwa zamówienia na godzinę. Wyszła mi godzinówka 25–26 zł.
Dodatkowo ostatnio miałem zmianę w niedzielę na 10:30. Przyjechałem punktualnie, a pierwsze zamówienie wpadło dopiero o 12:00. Stałem półtorej godziny na parkingu, czekając na cokolwiek i walcząc z aplikacją, bo w naszej umowie jest zapis, że jeśli nie mamy połączenia z GPS-em (pracujemy na telefonach służbowych), to mogą zatrzymać naliczanie wynagrodzenia.
W te półtorej godziny, jeśli dobrze pamiętam, co pięć minut musiałem odświeżać aplikację, bo zabierało mi GPS-a. W efekcie miałbym zapłacone może za pierwsze pięć minut.
Rozmawiałeś o tym z kimś z pracy?
Cały czas o tym rozmawiamy i cały czas na to narzekamy — z chłopakami z pracy. Już obgadaliśmy wszystko, co się dało. Próbowaliśmy nawet pisać do urzędu, do Państwowej Inspekcji Pracy. Powiedzieli nam, że kontrola nie wykazała żadnych nieścisłości.
Ostatnio zrobiłem sobie tabelkę w Excelu z moją stawką godzinową, liczbą godzin, ilością zamówień i kwotą za zamówienia. W porównaniu z najniższą krajową wyszła mi różnica prawie dwóch i pół tysiąca złotych.
Więc… tak. Rozmawiamy o tym cały czas.
A jak się kontaktowaliście z Inspekcją Pracy? Dzwoniliście? Byliście u nich? Mówisz, że napisałeś też do nich pismo?
Z Inspekcją Pracy kontaktowaliśmy się pisemnie. Ja sam napisałem do poznańskiego inspektoratu pracy i mniej więcej po dwóch tygodniach dostałem pismo zwrotne z informacją, że nie byłem wystarczająco konkretny — nie podałem dokładnego powodu ani przedmiotu kontroli.
Szczerze mówiąc, trochę mnie to zdziwiło, bo napisałem wprost, że nie zgadzam się na tak niskie wynagrodzenie godzinowe i że otrzymujemy mniej, niż wynika z przepisów o najniższej krajowej.
I co było dalej?
Na to pismo nie odpowiedziałem, ponieważ Państwowa Inspekcja Pracy wymagała ode mnie, żebym udostępnił pracodawcy swoje dane osobowe.
A z opowieści innych kolegów wiem, że ci, którzy to zrobili, już po tygodniu czy dwóch nie pracowali. Firma w ten sposób karała ich za to, że próbowali coś zrobić.
Rozmowę pierwotnie opublikowaliśmy w naszym Raporcie: Co Państwo wie o naszej pracy.
Powstał on dzięki wsparciu finansowemu Narodowego Instytutu Wolności w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO.
